Koszmar pierwszych tygodni

Koszmar pierwszych tygodni

Nie ja jedna, pierwsza ani ostatni. I pewnie jeszcze nie jeden raz będzie tak koszmarnie jak podczas tych pierwszych kilkunastu tygodni. Tak, aż kilkunastu. Z perspektywy czasu chyba nawet powoli zaczynam zapominać jak to było, nie potrafię przypomnieć sobie tego „dziwnego” uczucia. Pamiętam tylko, że było koszmarnie.

Koszmarne, pierwsze kilkanaście tygodni ciąży.

Jeśli to przeżyłyście wiecie o czym mówię. I to nie chodzi o te poranne mdłości, dzięki którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Bo tak nie było. Po prostu, obserwowałam swój organizm i wiedziałam, że to właśnie TO. Nie było porannych mdłości, zasłabnięć i innych pierwszych objawów. Do 6 tygodnia ciąża nie przyniosła mi żadnych objawów. Potem niestety posypało się wszystko.

Było już tylko gorzej i momentami miałam wrażenie, że koszmar pierwszego trymestru nigdy się nie skończy.

Pierwsze pojawiły się mdłości. Mdłości na widok jedzenia. Mdłości będące efektem głodu (mimo, że pół godziny wcześniej zjadłam śniadanie!). I nie, nie były to mdłości, które wybudzały mnie z porannego snu i w tempie ekspresowym musiałam znaleźć się w łazience. Po prostu budziłam się i było mi niedobrze. Byłam głodna – było mi niedobrze. Widziałam coś na co nie miałam ochoty – było mi nie dobrze. Zapachy jakoś specjalnie mi nie przeszkadzały ale mdłości chociażby będące efektem wypitej szklanki wody?! Nie jestem w stanie sobie przypomnieć nawet co jadłam, że przetrwałam.

A nie, przepraszam. Wyjątkowo dobrze się czułam po zjedzeniu białego pieczywa bądź drożdżówki z serem. A i po obiedzie wywołującym natychmiastowy głód najlepiej smakowały słodkie przekąski – oczywiście, nie te najzdrowsze. Chyba nigdy nie zapomnę tego przerażającego głodu. Dwudaniowy obiad a po 5 minutach dopada Cię taki głód, że nie jesteś w stanie funkcjonować – znacie to czy tylko ja jakaś taka „kosmitka” byłam? 😉

Do złego samopoczucia fizycznego mogę jeszcze zaliczyć okropny ból piersi, pleców ale i ciągłą ochotę spania i brak jakiejkolwiek możliwości wstania o 6 rano do pracy! Brak siły na cokolwiek wiązał się nie tylko z typowo ciążową sennością ale też z niskim ciśnieniem jakie towarzyszyło mi przez pierwszy trymestr. Koszmar porannego wstawania uratował 2 tygodniowy urlop, w najgorszym czasie – wakacyjnym upale. Chyba tylko dzięki tym kilkunastu dniom jakoś przetrwałam. Wydawało mi się, że wyspałam się na zapas. Właśnie – wydawało mi się. Powrót do pracy okazał się koszmarem nr 2. 10 godzin spania w nocy, plus 3 godziny drzemki po pracy. Jakoś dałam radę – ale jak?

I nagle wydarzył się cud. Nie pamiętam już, którego dnia ale nagle zniknęła ogromna chęć przespania całych dni, wrócił apetyt nawet ze zdwojoną siłą, ciśnienie się wyrównało (a nawet za bardzo podskoczyło!) i zero jakichkolwiek mdłości.

I nie chodzi o to, że chcę narzekać. Nie narzekam. Bardzo się cieszę z tych objawów, bo każdy sygnał to był znak, że coś się dzieje. To nie ich pojawienie się powodowało panikę a ich zanik.  Tak bardzo wyczekiwałam pierwszych objawów, że nawet nie pomyślałam, że może ich nie być. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że w pierwszych dniach po nie pojawią się żadne objawy. Objawy świadczyły o tym, że ciąża jest. A przecież tak bardzo na nią czekaliśmy…



1 thought on “Koszmar pierwszych tygodni”

  • Współczuje! Ja póki co znoszę dobrze. Senność i dekoncentracja, zwłaszcza w pracy, były najgorsze. Mdłości miałam umiarkowane, do przeżycia. Upały dawały mi się we znaki. Oby było u Was tylko lepiej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *